Wiele powiedziano na temat Karmy, czy to w oświeconych pismach religijnych czy książkach zachodnich nauczycieli. Od wielu lat nad tym rozmyślam i przedstawię moje wnioski które oczywiście częściowo pokryją się z twierdzeniami wcześniej wymienionych. Jak zwykle przyjmuję 5-10 procent na to że po śmierci nic nie ma i wszystkie teorie padają, po nas zostają jedynie potomni a i to nie zawsze.
Idea reinkarnacji pojawiła się u mnie samoistnie w dzieciństwie (ok5-6lat) a wtedy nikt w moim otoczeniu o tym nie mówił może nawet nie wiedział nie wspominając już o literaturze na ten temat. Zakładam więc że ta idea jest prawdziwa. Wydawało mi się niezmiernie nudne i bezsensowne wieczne życie duszy w niebiańskich przestworzach. Miałam przeczucie że już tu byłam i to nie jeden raz. Według mnie reinkarnacja zawsze odbywa się tylko w obrębie naszego gatunku, to znaczy że człowiek nigdy nie wcieli się w świnię chociaż by był obżartuchem i podłą kreaturą. Inna sprawa ze zwierzętami ale o tym następnym razem. Jeśli dziecko rodzi się poważnie chore lub upośledzone z pewnością jest to fatalna karma jego samego i rodziców. W ogóle wszelkie ciężkie choroby i zaburzenia do 25 roku życia są wynikiem karmy na późniejsze pracujemy sami obecnym postępowaniem. Podobnie gdy rodzi się zdrowe w szczęśliwej i bogatej rodzinie albo obdarzone niezwykłymi talentami. Natomiast kłopoty partnerskie mogą przewijać się przez całe życie i będzie to konsekwencją relacji z poprzednich wcieleń oraz rodowych obciążeń. Oczywiście wiele innych sytuacji może mieć z karmą związek, skłonność do wypadków, depresja, nerwice, problemy materialne, nałogi, niewyjaśniona tęsknota za czymś itp. Wszelkie sympatie i antypatie od pierwszego wejrzenia. Na ile możemy to zmienić oraz jaki wpływ ma nasze myślenie i świadomość przyczyn, napiszę następnym razem.